Artykuły Naukowe

Miesiąc z AI w gabinecie psychoterapeutycznym: doświadczenia terapeutów

Miesiąc z AI w gabinecie psychoterapeutycznym: doświadczenia terapeutów

Miesiąc z AI w gabinecie psychoterapeutycznym: doświadczenia terapeutów

„Zastanawiam się, czy to nie jest po prostu ładny notatnik za 300 zł miesięcznie”.

Tak zaczęła swój onboarding jedna z naszych beta-testerek. I szczerze? Trudno się dziwić. Sama jako psycholog z dziesięcioletnią praktyką podchodzę do każdego nowego narzędzia z tym samym pytaniem: dobra, ale co to realnie zmienia w mój wtorek, kiedy mam siedmiu pacjentów pod rząd i dziesięć minut przerwy między jednym a drugim.

Pięć tygodni później ta sama osoba mówiła coś zupełnie innego. O tym jest ten tekst. O AI w gabinecie psychoterapeutycznym wtedy, kiedy przestaje być hasłem z webinaru, a zaczyna leżeć na biurku obok kalendarza i kubka z wystygłą kawą.

Grupa terapeutek i terapeutów CBT testowała narzędzie do automatyzacji dokumentacji przez około miesiąc. We własnych gabinetach. Z prawdziwymi pacjentami. Nie w laboratorium, nie na sztucznych przykładach. Zebraliśmy to, co powiedzieli, łącznie z tym, co zgrzytało. Bez upiększania, bo upiększanie i tak by się wydało.

Najpierw zaskoczenie: czas nie znika tam, gdzie się go spodziewasz

Zapytaj terapeutę, na co schodzi mu najwięcej czasu. Powie: pisanie notatek. Tak myślałam i ja.

Okazało się, że nie do końca. Jedna z testerek ujęła to tak, jeszcze na spotkaniu onboardingowym, zanim w ogóle dotknęła aplikacji: „Najwięcej czasu nie zajmuje mi pisanie notatek, tylko przeskakiwanie między kontekstami. Sesja z Jasiem, potem rozmowa z mamą, potem mail do szkoły Jasia, a do tego mam jeszcze pięciu innych pacjentów tego dnia”.

To nie jest problem tempa pisania. To problem przełączania głowy. I tu pojawia się pierwsza realna oszczędność czasu terapeuty, tylko nie taka, jakiej się spodziewasz. Nie chodzi o to, że narzędzie pisze notatkę szybciej. Chodzi o to, że gdy wracasz do pacjenta po tygodniu, materiał z poprzednich sesji już na ciebie czeka, poukładany. Nie odbudowujesz kontekstu od zera w głowie po raz piąty tego dnia.

Po betatestach ta sama terapeutka powiedziała: „To jest jak mieć asystenta, który nigdy nie zapomina. Ja zapominam, bo mam 15 spraw dziennie”. I to jest sedno. My zamieniamy wypowiedziane słowa na tekst, a z tego tekstu rośnie baza wiedzy o pacjencie, która pamięta wszystko, czego my fizycznie nie jesteśmy w stanie zapamiętać przy dwudziestej sesji w tygodniu.

„AI robi analizy, ja robię syntezę”

To zdanie padło od osoby, która zaczynała wyraźnie sceptycznie. Jej pierwsze słowa brzmiały: „Nie wierzę, że AI może zrozumieć coś, co się dzieje na danej sesji terapeutycznej”. I dobrze, że tak myślała. Bo nie powinno.

Po dwóch tygodniach dorzuciła: „AI robi analizy, ja robię syntezę”. Trafniejszego podsumowania sami byśmy nie wymyślili.

Narzędzie wyciąga z transkrypcji suche fakty. Co padło, jakie sformułowania się powtarzają, czego pacjent dotknął na którejś sesji. Czasem łapie drobiazg, którego sam nie zdążyłeś zanotować, bo akurat byłeś obecny przy człowieku, a nie przy kartce. Ale z tych suchych faktów coś wartościowego dla konkretnego pacjenta wyciąga człowiek. Terapeuta zostaje „in the loop”, jak powtarzamy na każdym webinarze, i to on decyduje, co ostatecznie ląduje w konceptualizacji.

Hipotezy, które podsuwa AI, są właśnie hipotezami. Podpowiedziami do sprawdzenia, nie wnioskami klinicznymi. Jeśli model rozłoży materiał inaczej, niż podpowiada ci intuicja terapeutyczna, poprawiasz to jednym ruchem. To narzędzie jest pomostem od białej kartki do wypełnionej konceptualizacji. Nie jest jej autorem. Ten czas, kiedy musisz się zmierzyć z pustą stroną, jest dramatycznie skrócony, ale ostatnie słowo i tak masz ty.

Przygotowuję siebie, a nie notatkę

To jedna z tych obserwacji, które brzmią drobno, a po cichu zmieniają cały sposób pracy.

Klasycznie wygląda to tak: po sesji siadasz i piszesz notatkę. Przed kolejną sesją tę notatkę odczytujesz, żeby się przygotować. Dwa osobne wysiłki, dwa razy ta sama informacja.

Testerzy opisali coś innego, a ja, przyznaję, zgodziłam się z tym natychmiast, bo sama tak teraz pracuję. „Ja przygotowuję siebie już do tej sesji, a nie przygotowuję notatkę”. Mając przed oczami uporządkowany skrót poprzednich spotkań i podstawowe ABC, wchodzisz na sesję już z obrazem pacjenta w głowie. Nie budujesz go od nowa.

Jedna z testerek opisała to jako spokój, i to słowo wracało częściej, niż się spodziewałam: „Mam obraz tego pacjenta, jest takie poczucie pewnego bezpieczeństwa, że pomimo tego, że nie zanotowałem setki stron, to model wyciąga te informacje, które są najważniejsze”. Nie doszukujesz się już z perspektywy Sherlocka Holmesa, co on tam powiedział i dlaczego. Wchodzisz bardziej empatyczny, bo robotę detektywistyczną masz już za sobą.

Realny rytm pracy to często te nieszczęsne dziesięć minut między sesjami. W dziesięciu minutach łatwiej spojrzeć na cele i skrót, niż przekopywać się przez segregator.

Terapeutka z ADHD: kiedy struktura ucieka

Nie podam imienia, ale ta historia została ze mną najbardziej.

Jedna z testerek otwarcie mówiła, że sama przeszła diagnozę i wie, że ma ADHD. Że jest świetna w relacji z pacjentem, ale bardzo często ucieka jej struktura CBT. Pacjent przychodzi, wnosi coś pilnego, i razem wydryftowują w temat, który zupełnie nie był planem na dziś.

Jej własne słowa: „Uczę moich pacjentów strategii radzenia sobie z rozproszeniem uwagi, a sama po sesji siadam do notatek i po 15 minutach łapię się na tym, że przeglądam maile”. Każdy, kto kiedyś usiadł do dokumentacji o 19:00, wie, o czym ona mówi.

Po miesiącu jej workflow brzmiał inaczej: „Nagrywam sesję, kończę, otwieram platformę, przeglądam wyciągnięte elementy, zatwierdzam, notatka gotowa. Cały proces ma strukturę, platforma prowadzi mnie przez kolejne kroki”. Dla osoby, której uwaga lubi się rozsypać, struktura narzucona z zewnątrz okazała się ważniejsza niż same oszczędzone minuty.

I jeszcze jedno. Cele pracy widoczne od razu na karcie pacjenta sprowadzały ją, jak to ujęła, „do pionu”, gdy rozmowa zaczynała dryfować. To wracało u wielu testerów. Zauważali, że zaczęli realnie pracować z celami, bo po prostu cały czas mieli je przed oczami.

„Czy to nie jest ładny notatnik?”, moment, w którym zdanie się zmieniło

Wróćmy do tej sceptyczki z początku. Jej pełny komentarz po testach brzmiał:

„To nie jest notatnik. Notatnik nie pamięta, że pacjent trzy sesje temu wspominał o problemie ze snem. Notatnik nie pyta mnie, czy chcę wrócić do tego wątku”.

Tego akurat nie zaprojektowaliśmy świadomie. Ona to wyłapała sama, w trakcie pracy. Notatnik przechowuje. Tu chodzi o coś innego: o zbudowanie z transkrypcji bazy wiedzy, w której analiza nie pochodzi z jednego wrzuconego fragmentu, tylko czasem z całej dotychczasowej terapii.

Najczęstsze pytania, jakie testerzy zadawali wbudowanemu czatowi, były zresztą bardzo ludzkie i bardzo nasze. „Czy ja już o tym mówiłam temu pacjentowi? Czy użyłam tej metafory, tego ćwiczenia?”. Przy dwudziestu, trzydziestu, pięćdziesięciu pięciu sesjach nikt tego nie pamięta. Naprawdę nikt. Sami sobie zadajemy te pytania w zespole, więc wiemy, że nie chodzi o słabą pamięć, tylko o ludzką pamięć.

Gdzie zgrzytało

Nie wszystko poszło gładko. Byłoby nieuczciwie udawać, że poszło, a poza tym i tak byście nam nie uwierzyli. Kilka punktów tarcia wracało regularnie.

Krzywa uczenia. „Obawiam się, że będzie kolejna aplikacja, którą będę się uczyła przez miesiąc”. To realny opór, nie wymówka. Każde nowe narzędzie to koszt wejścia, a terapeuci mają go już serdecznie dość. Pomogło wsparcie na bieżąco, byliśmy z każdym testerem na WhatsAppie praktycznie cały dzień. Ale sam fakt, że adopcja zajmuje tygodnie, a nie minuty, trzeba powiedzieć wprost.

„Mam już workflow, który działa”. Terapeuta przyjmujący siedmiu pacjentów tygodniowo ujął to twardo: „Muszę mieć dobry powód, żeby zmienić”. I ma rację. Działający workflow to nie jest coś, co się porzuca dla nowości. U niego argumentem okazało się dopiero to, że ABC bywało gotowe, zanim skończył formułować własne myśli o sesji.

Zgoda pacjenta na nagrywanie. Nie każdy się zgodzi. Pacjenci lękowi mogą po prostu odmówić, i to jest absolutnie w porządku. Dochodzi do tego cała rozmowa o tym, czym różni się nagranie od transkrypcji i jak o tym uczciwie informować.

Techniczne drobiazgi. Podczas samego webinaru „Miesiąc z AI w gabinecie: doświadczenia terapeutów” kilka razy zerwało nam łącze. Mężowi, który prowadził demo, znikał ekran, a ja improwizowałam. Trochę zabawne, trochę żenujące, ale uczciwe: narzędzia bywają zawodne i plan B musi istnieć.

Tym planem B okazała się notatka głosowa po sesji. „Włączam sobie przycisk i robię notatkę głosową, a AI z niej wyciąga te rzeczy, które chcę”. Dla osób, które nie chcą albo nie mogą nagrywać całej sesji, to obniża barierę wejścia praktycznie do zera.

Jakość terapii czy tylko szybsze klepanie papierów?

To uczciwe pytanie i warto je sobie zadać samemu przed wdrożeniem AI w gabinecie. Beta-testerzy mieli wrażenie, że to nie jest wyłącznie oszczędność czasu. Skupiasz się na pacjencie zamiast na notowaniu, i częściej masz aktualny obraz tego, z czym ten pacjent przychodzi.

Ale ostrożnie. To są subiektywne wrażenia z miesiąca testów, nie dowód skuteczności klinicznej, i nie chcę tego mylić. Dlatego narzędzie weszło właśnie w fazę badań porównawczych prowadzonych razem z Instytutem Psychologii PAN, sprawdzających pracę z konceptualizacją wspieraną AI obok pracy „jak zwykle”. Z tego, co znaleźliśmy w researchu, takich badań nad konceptualizacją z użyciem AI po prostu nie ma. Do czasu wyników mówimy o organizacji pracy, dokumentacji i czasie. Nie o obietnicach terapeutycznych.

FAQ

Ile realnie trwa wdrożenie AI w gabinecie? Z relacji testerów: rzędu tygodni, nie minut. Sama część dokumentacyjna, na przykład wklejenie gotowej transkrypcji z Zooma, zajmuje sekundy. Ale wejście w nowy sposób pracy i zaufanie do niego to kilka tygodni. Beta-testy trwały pięć tygodni właśnie po to, żeby dać czas na adaptację.

Czy AI zastępuje notatki i osąd terapeuty? Nie. AI porządkuje materiał z sesji, transkrybuje i podsuwa hipotezy do sprawdzenia. Synteza, interpretacja i ostateczna konceptualizacja zostają po stronie terapeuty. Jak ujęła to jedna z testerek: AI robi analizy, terapeuta robi syntezę.

Co z pacjentami, którzy nie chcą być nagrywani? Mają do tego prawo i część odmawia, zwłaszcza osoby lękowe. Wtedy działającą alternatywą jest notatka głosowa nagrana przez terapeutę po sesji, z której narzędzie również wyciąga kluczowe elementy. Warto mieć przygotowaną rozmowę o różnicy między nagraniem a transkrypcją.

Gdzie jest największa oszczędność czasu terapeuty? Nie w samym pisaniu, tylko w odtwarzaniu kontekstu między sesjami i między pacjentami. Gdy uporządkowany skrót i cele czekają gotowe, dziesięć minut przerwy między sesjami wystarcza, żeby się przygotować, zamiast przekopywać notatki.

Czy to bezpieczne dla danych pacjentów? To zależy od konkretnego narzędzia. W opisywanym przypadku dane przetwarzane są w zamkniętym środowisku w europejskiej strefie ekonomicznej, model nie uczy się na danych pacjentów, a zapisy są szyfrowane. Przed wdrożeniem dowolnego narzędzia warto sprawdzić te trzy rzeczy: gdzie są dane, czy są używane do trenowania modeli i czy są szyfrowane.

Po miesiącu obraz jest mieszany, i to w dobrym sensie. Jest realny zysk na kontekście i przygotowaniu. Jest tarcie przy wdrożeniu i przy zgodach. I jest twardy warunek, od którego nie odchodzimy: każdą decyzję kliniczną podejmuje terapeuta. Jeśli wolisz sprawdzić to we własnym gabinecie, niż wierzyć cudzym anegdotom, zajrzyj na aitherapy.support i zobacz, czy to pasuje do twojego sposobu pracy.

Program feedbackowy · Dołącz teraz

Odzyskaj czas dla siebie
i swoich pacjentów

Jesteś terapeutą / terapeutką CBT?
Sprawdź, jak platforma wspiera Twoją codzienną pracę.
Podsumowania sesji, które porządkują materiał kliniczny. Administracja, która nie przeszkadza.